W każdy pierwszy czwartek miesiąca Kościół modli się w intencji kapłanów, oraz o nowe powołania kapłańskie i zakonne. Takie nabożeństwa odbywają się także w naszym parafialnym kościele. W Wielki Czwartek, w dniu rozpoczęcia Triduum Paschalnego dziękujemy Panu Bogu za sakrament Eucharystii i Kapłaństwa. Tego dnia składamy życzenia pracującym kapłanom, wspominamy tychktórzy niedawno w naszej parafii pracowali, oraz tych, którzy odeszli do Pana. Właśnie na łamach tej gazety, chciałbym przywołać pamięć kapłana ś/p ks. kan. mgr  Piotra Siczka.

 

Dzieciństwo i młodość

Piotr Siczek urodził się 31 grudnia 1910 roku w Siczkach w rodzinie chłopskiejJego rodzice pracowali na roli, oraz dorywczo, sezonowo w lesie. W pracach tych pomagali im dwaj młodsi bracia Piotra. W 1916 roku Piotr zaczął uczęszczać do Szkoły Powszechnej w JedlniLetnisku,  (dzisiejszej podstawowej) składającej się z trzech oddziałów,  . Po jej ukończeniu w 1919 roku rodzice posłali go do gimnazjum a następnie do szkoły średniej w Radomiu. Nauka nie sprawiała mu trudności, bystry umysł, łatwość zapamiętywania przekazywanego materiału zdumiewały nauczycieli szkolnych. W tamtych czasach za naukę trzeba było płacić, ten trud ponosili rodzice jego rodzice.  W 1934 roku  Piotr wstąpił do Seminarium Duchownego w Sandomierzu.  W następnym roku  przeniósł się do seminarium w Wilnie. Tam oprócz zajęć seminaryjnych studiował teologię na Uniwersytecie im. Stefana Batorego. Po wybuchu II Wojny Światowej wszystkie uczelnie były szykanowane i trudno było prowadzić zajęcia ze studentami. Jednak Piotr nie poddawał się , 13 listopada 1939 roku otrzymał tytuł magistra teologii, a 16 czerwca 1940 roku przyjął święcenia kapłańskie.

Zesłanie na Sybir

Bezpośrednio po przyjętych  święceniach ks. Piotr został mianowany wikariuszem parafii Lack położonej pomiędzy Grodnem a Lidą. Była to rozległa parafia licząca ponad 5 tysięcy wiernych. W tej miejscowości uformował się 77 Pułk Piechoty Armii Krajowej. Tu  zaangażował się w działalność partyzancką, współpracował ze wspomnianym oddziałem AK został jego kapelanem, oraz partyzantem przyjmując pseudonim ,,Piotr”.

Podczas jednej z akcji wykolejenia składu kolejowego z amunicją cały oddział AK wraz z księdzem został schwytany i wywieziony na Sybir. Bezpośrednio po schwytaniu zabrano wszystkim dokumenty i rzeczy osobiste, a księdzu modlitewniki , brewiarz i Pismo św.

Osadzeni w jednym z łagrów wykorzystywani byli przy wyrębie  drzew w lasach. Prace były ciężkie, ci którzy nie wytrzymywali, nie wypełniali swych zadań trafiali do karceru na tortury, z których nie wracali. Przenikliwe zimno słabe odzienie, głodowe porcje żywieniowe, brak środków czystości i opieki medycznej oraz stały dozór czekistów wpływały bardzo niekorzystnie na stan fizyczny i psychiczny skazanych. Niektórych więźniów nie wpuszczano na noc do baraków, często musieli siedzieć na pniu ściętego drzewa. Przeziębienia, zamarznięcia, oraz strzały czekistów do więźniów były przyczyną zgonów.

Dochodziło często do samookaleczenia, poprzez obcinanie sobie palców u nóg lub rąk, a nawet całych dłoni by być zwolnionym z  pracy w lesie. Jednak zranienia nie były powodem do usprawiedliwienia, takich ludzi zaprzęgano do wyciągania ściętych drzew.

Więźniowie pracowali bardzo ciężko także przy wydobyciu torfu. Po pas w błocie, szybko tracili  zdrowie, chorowali na szkorbut, na reumatyzm, ogólne wycieńczenie prowadziło do śmierci.  Niektórych umieszczano w barakach, gdzie pojedynczo byli torturowani, nap. więźnia wieszano za nogi u sufitu, tak powieszonego bito i kopano po głowie. Gdy tracił przytomność opuszczano na podłogę, po odzyskaniu przytomności tortury wznawiano.

Bywały tortury jeszcze bardziej okrutne. Ksiądz Piotr znał dobrze język rosyjski niejednokrotnie nawiązywał kontakt z sołdatami wstawiając się za współwięźniów. Nie zawsze się to udawało. Pomimo ograniczonej wolności  i stałej pracy w łagrze prowadził działalność duszpasterską. Podczas przerw na posiłki wspólnie z więźniami modlił się, udzielał sakramentu pokuty, podtrzymywał na duchu, podawał więźniom kawałeczki z kromek chleba - symbolizujące Eucharystię. Podczas próby ucieczki jednego z więźniów był podejrzany o to, że pomagał mu. Więzień został rozstrzelany, a ks. Piotr przeniesiony do baraku , które było więzieniem w więzieniu i skazany na śmierć. Nie znany był termin wykonania wyroku.  Pozostała  mu tylko modlitwa, tęsknota za ojczyzną,  bliskimi i ogromny strach przed wykonaniem wyroku śmierci. Był to czas najbardziej bolesny dla księdza, tymczasem działania wojenne przesuwały się na zachód Syberii, Rosjanie odpierali ataki Niemców. Wkrótce Stalin ogłosił amnestię dla więźniów.

Powrót do Ojczyzny

Po wyjściu z łagru, w którym przebywał 2,5 roku, powrócił do Wilna gdzie odnalazł część swoich dokumentów m.in. metrykę urodzenia. Po wyrobieniu nowych dokumentów wrócił do Polski do Białegostoku, ówczesne władze nie zgodziły się by powrócił  do Sandomierza. Był rok 1954 czas inwigilacji Kościoła przez władze komunistyczne. W 1956 roku Bp. Klepacz przeniósł ks. Piotra  do Piotrkowa Trybunalskiego mianując go wikariuszem w jednej z parafii. Po dwóch latach mianowany został proboszczem w Nowosolnej koło Łodzi, jako gospodyni pomagała mu bratanica Krystyna. W 1962 roku został proboszczem w Chabielicach ( dzisiejszy powiat bełchatowski), dokończył tam budowę kościoła, tu również mianowano go kanonikiem. Po 10 latach pracy w tej parafii  w czerwcu 1972 roku ks. Piotr  decyzją biskupa przeniesiony został do Leśnicy Wielkiej koło Brzezin na podobną funkcję. Pracował zaledwie trzy lata, gdyż 29 maja 1975 roku, w uroczystość Bożego Ciała, podczas sprawowania mszy św. zmarł doznając ataku serca na oczach parafian.  Ksiądz Piotr Siczek bardzo kochał Jedlnię, tu w kościele pod wezwaniem św. Mikołaja przyjął sakramenty; chrztu,  pierwszej komunii św. i bierzmowania. Jeszcze za życia, życzeniem jego było aby pochować go w Jedlni.

Artykuł napisany został dzięki materiałom pozyskanym od bratanicy księdza, Pani Krystyn,  zamieszkałej w Brzezinach koło Łodzi.

                                                                        Wiesław Jaroszek

Msze Święte

w niedziele:
7:00, 9:00, 12:00, 16:00

w tygodniu:
7.00, 18:00

Ewangelia na dzis

Fragment Ewangelii na dzisiejszy dzień.
  • Czwartek 2017-03-30, 4. tydz. Wielkiego Postu
    J 5,31-47
    Jezus powiedział do Żydów: „Gdybym Ja wydawał świadectwo o sobie samym, sąd mój nie byłby prawdziwy. Jest przecież ktoś inny, kto wydaje sąd o Mnie; a wiem, że sąd, który o Mnie wydaje, jest prawdziwy. Wysłaliście poselstwo do Jana i on dał świadectwo prawdzie. Ja nie zważam na świadectwo człowieka, ale mówię to, abyście byli zbawieni. On był lampą, co płonie i świeci, wy zaś chcieliście radować się krótki czas jego światłem. Ja mam świadectwo większe od Janowego. Są to dzieła, które Ojciec dał Mi do wykonania; dzieła, które czynię, świadczą o Mnie, że Ojciec Mnie posłał. Ojciec, który Mnie posłał, On dał o Mnie świadectwo. Nigdy nie słyszeliście ani Jego głosu, ani nie widzieliście Jego oblicza; nie macie także słowa Jego, trwającego w was, bo wyście nie uwierzyli w Tego, którego On posłał. Badacie Pisma, ponieważ sądzicie, że w nich zawarte jest życie wieczne: to one właśnie dają o Mnie świadectwo. A przecież nie chcecie przyjść do Mnie, aby mieć życie. Nie odbieram chwały od ludzi, ale wiem o was, że nie macie w sobie miłości Boga. Przyszedłem w imieniu Ojca mego, a nie przyjęliście Mnie. Gdyby jednak przybył kto inny we własnym imieniu, to byście go przyjęli. Jak możecie uwierzyć, skoro od siebie wzajemnie odbieracie chwałę, a nie szukacie chwały, która pochodzi od samego Boga? Nie mniemajcie jednak, że to Ja was oskarżę przed Ojcem. Waszym oskarżycielem jest Mojżesz, w którym wy pokładacie nadzieję. Gdybyście jednak uwierzyli Mojżeszowi, to byście i Mnie uwierzyli. O Mnie bowiem on pisał. Jeżeli jednak jego pismom nie wierzycie, jakże moim słowom będziecie wierzyli?”
JSN Mico template designed by JoomlaShine.com